blog

Potwór stresu okiełznany, czyli … tworzenie neuroasocjacji

Wbrew obiegowym opiniom, stres nie musi być nieodłącznym towarzyszem współczesnego menedżera. Wprawdzie ciągle wiele osób uważa, że osoby na kierowniczych stanowiskach muszą posiadać umiejętność działania w stanie permanentnego napięcia, a zawał serca czy choroba wrzodowa są po prostu złem koniecznym.

Ceną, jaką warto zapłacić za ciekawą pracę, dobre zarobki i przynależność do zawodowej elity.

Relaks fizyczny

Niektórzy twierdzą, że nie sposób inaczej funkcjonować ze względu na nieustanną konkurencję, konieczność walki o przetrwanie w niebezpiecznej dżungli współczesnego biznesu. Menadżer porównywany bywa do wojownika na polu bitwy, zmuszonego nieustannie walczyć o życie.

Zwolennicy takiego darwinowskiego poglądu na sztukę zarządzania zapominają, że w przypadku kadry kierowniczej pożądana jest nie tyle zdolność działania na granicy psychofizycznej zapaści ile umiejętność efektywnego działania pomimo nadmiernego obciążenia. Tym, co istotne, jest skuteczność a nie bicie rekordów wytrzymałości. A jeśli nawet ktoś lubi podniecenie wywołane nieustannym balansowaniem na ostrzu noża, niech spróbuje wyobrazić sobie skuteczne zarządzanie firmą z oddziału intensywnej terapii.

Zmierzając ku katastrofie

Taka już jest konstrukcja ludzkiego ciała, że wszyscy, bez wyjątku, w momencie kryzysu przeżywamy istną burzę chemiczną, która w zamierzchłej przeszłości pozwalała naszym przodkom skutecznie walczyć lub uciekać. Zresztą, nawet dzisiaj w sytuacjach “podbramkowych” nagły przypływ adrenaliny często pozwala nam wyjść cało z tarapatów. Niestety, przyroda zarezerwowała ten stan wyjątkowej mobilizacji całego organizmu na szczególne okazje, a tymczasem życie współczesnego menedżera czasami zdaje się składać wyłącznie z takich wyjątkowych momentów. Tymczasem forsowanie swojego ciała i psychiki, choć może karmić czyjąś próżność (“Jestem taki dzielny!”) prowadzi nieuchronnie do wyczerpania i katastrofy. Nic w tym dziwnego, skoro normalnym sposobem funkcjonowania każdego zdrowego organizmu jest nieustanne przeplatanie się okresów napięcia i odprężenia. Czy się to komuś podoba czy nie, nawet najambitniejszy menadżer nie wygra z prawami fizjologii.

Jedynym wyjściem z tej sytuacji, poza zmianą zawodu na mniej stresujący, jest przywrócenie tego naturalnego cyklu za pomocą specjalnych ćwiczeń. Niezwykle skuteczne i łatwe do opanowania techniki proponuje NLP – programowanie neurolingwistyczne, robiąca na całym świecie oszałamiającą karierę metoda zmieniania ludzkich zachowań i sposobów działania.

Spośród bogatej oferty NLP wybrałam tworzenie neuroasocjacji – proste do zastosowania połączenie kilku ćwiczeń relaksacyjno – wizualizacyjnych, które pomogą nam zachować spokój i dystans do najbardziej stresujących sytuacji.

Na początek musimy zdać sobie sprawę, że nasze dotychczasowe reakcje (spocone ręce, ściskanie w dołku) nie są wcale ani “naturalne”, ani jedyne możliwe. Nawet jeżeli zachowywaliśmy się tak całe życie jest to tylko nawyk, automatyczne powtarzanie wyuczonego schematu, zwykłe przyzwyczajenie. Takie same jak odruchowe witanie się z mijanym sąsiadem, czy obgryzanie paznokci. Jedyna różnica polega na tym, że w tym przypadku mamy do czynienia z uczuciami – lękiem, zdenerwowaniem, podekscytowaniem. Innymi słowy z nawykiem emocjonalnym. W sytuacji, którą postrzegamy jako stresującą, nawykowo reagujemy strachem, gniewem, nadmiernym podnieceniem, ponosząc później wszystkie negatywne konsekwencje zachwiania równowagi wewnętrznej.

U sterów samopoczucia

Zazwyczaj uważa się, że nie mamy żadnego wpływu na nasze emocje, co najwyżej możemy ich nie okazywać. W rzeczywistości większość ludzi kontroluje swoje uczucia, i to w najmniej zdrowy sposób – starając się nie dopuszczać ich do świadomości. Niestety, stłumiony gniew lub strach ma jeszcze bardziej niszczący wpływ na nasze zdrowie (nie mówiąc już o samopoczuciu) niż te same emocje świadomie przeżywane. W dodatku wypierane emocje mają tendencję do uwalniania się w najmniej odpowiednich momentach w postaci niekontrolowanych ataków złości lub paniki.

Na szczęście, istnieją nieszkodliwe, a nie mniej skuteczne metody sterowania samopoczuciem – oparte przy tym na wykorzystaniu naszych spontanicznych zachowań. NLP przyjmuje, że nieświadomie nieustannie tworzymy nasz gniew, strach i inne niezbyt przyjemne uczucia. Zwykle bowiem, zdenerwowanie czy lęk w znacznej mierze wywołuje nie aktualnie przeżywana sytuacja, ale przypomnienie innej, podobnej, z którą wiążą się negatywne wspomnienia. Tak jakby istniał w naszej głowie idealny wzór sytuacji danego typu, który kształtuje nasze oczekiwania i reakcje. Innymi słowy, kiedyś nauczyliśmy się, że spotkanie z przełożonym czy samodzielne wystąpienie na konferencji jest nieprzyjemne. Już z góry wiemy, że “należy się bać”, że to “normalne”, że jedyne co można zrobić to nauczyć się z tym żyć. Nie zdajemy sobie sprawy, że nasz strach wywołuje nie samo zdarzenie, ale oczekiwanie na “powtórkę”. Boimy się tego, że będziemy się bać. Denerwujemy się tym, że będziemy się denerwować. Niestety (lub na szczęście) uprzykrzające życie emocje nie wywołuje jakieś fatum, ale my sami.

Rzecz jasna, jeżeli wchodzimy w daną sytuację oczekując najgorszego, istnieje duża szansa, że uda nam się “zaliczyć” kolejne nieprzyjemne doświadczenie. W ten sposób krąg się zamyka – kolejne powtórzenia wzmacniają nasz sposób reagowania.

Jest to tym niebezpieczniejsze, że wielokrotne negatywne powtórzenia wywołują w nas bezwarunkowy, a więc omijający świadomość, odruch. Nie musimy nawet myśleć: “ Znowu będzie się czepiał.” – sam dźwięk głosu szefa wywołuje skurcz żołądka. Konkretny bodziec (głos) wywołuje określoną reakcję (strach). Ponieważ wszystko dzieje się automatycznie, niezauważalnie dla zainteresowanej osoby, bardzo trudno przeciwstawić się temu samą siłą woli. Można jednak wykorzystać opisany wcześniej mechanizm aby odzyskać kontrolę nad swoimi emocjami. Na tym właśnie opiera się proponowana technika.

Programowanie neuroasocjacji polega na powiązaniu dyskretnego bodźca – słowa, gestu lub wyobrażenia – z pozytywnym stanem emocjonalnym: uczuciem relaksu, rozluźnienia. Po opanowaniu tej metody będziemy mogli świadomie i w sposób całkowicie kontrolowany stosować wybrany przez nas bodziec aby przeciwstawić się dotychczasowym niekorzystnym odruchom. Innymi słowy – możemy stworzyć nowy, bardziej funkcjonalny nawyk emocjonalny.

Nasz dotychczasowy wzór reagowania wytworzył się w czasie setek lub nawet tysięcy powtórzeń podobnej sytuacji. Rzecz jasna, nie mamy możliwości aby usunąć go poprzez podobną ilość korzystnych doświadczeń. Jednak tym, co naprawdę na nas wpływa są nie realne zdarzenia, ale nasze wspomnienia, które możemy porównać do komputerowego zapisu. Jedyne, co musimy zrobić to zmienić wadliwie funkcjonujący “program”.

Jest to możliwe ze względu na stosunkowo niedawno odkrytą właściwość ludzkiego umysłu – otóż w stanie głębokiego relaksu nasz wewnętrzny “komputer” – mózg – staje się bardzo podatny na zmiany “zapisu”. Ten unikalny “tryb pracy” nazywanym jest stanem alfa lub stanem hipnagogicznym. Co więcej, ta część umysłu, która steruje nawykami nie odróżnia wspomnienia, czyli czegoś wyobrażonego, od realnego wydarzenia. Wystarczy więc jedynie w czasie głębokiego rozluźnienia realistycznie wyobrazić sobie stresującą sytuację w wersji optymistycznej, aby rozpocząć proces “przeprogramowania”. Zresztą, każdy wie, jak miły nastrój potrafią wywołać wizje upragnionego sukcesu. W ten sam sposób pozytywna wizualizacja automatycznie wywoła w nas uczucie spokoju i pewności siebie.

Już samo powtórzenie takiego “filmu z happy endem” stworzy nowy, korzystniejszy wzorzec. Jeżeli w dodatku powiążemy naszą wizualizację z wybranym gestem (np. zetknięciem dwóch palców), stworzymy rodzaj wyzwalacza, który w dowolnej sytuacji samoczynnie uaktywni nasz nowy program, bez konieczności dodatkowych zabiegów.

Aby skutecznie zaprogramować neuroasocjację potrzebujemy więc trzech elementów : stanu relaksacji, pozytywnej wizualizacji i odpowiedniego wyzwalacza. Przyjrzyjmy się po kolei każdemu z nich.

I. Osiąganie stanu relaksacji.

Prawdziwy stan relaksu obejmuje dwa elementy – rozluźnienie napięcia mięśniowego i odprężenie psychiczne. Są one z sobą powiązane tj likwidacja napięć fizycznych relaksuje umysł i na odwrót. Początkowo jednak dla osiągnięcia stanu hipnagogicznego korzystne jest przejście kolejno przez oba etapy. W wielu podręcznikach można znaleźć opisy różnorodnych technik służących temu celowi – częstokroć wymagających wielu miesięcy żmudnych ćwiczeń. Ułatwione zadanie mają uczestnicy specjalnych zajęć grupowych – muszą jedynie poddać się sugestiom instruktora. Jednak przy odrobinie samozaparcia można w krótkim czasie indywidualnie opanować sztukę kontrolowanej relaksacji. Oto propozycje łatwe do samodzielnego wykonania:

Napinanie – odprężanie.

Usiądź wygodnie lub połóż się na wznak. Jeżeli siedzisz, plecy muszą być wygodnie oparte, a ręce spoczywać na poręczach fotela. Początkowo pozycja leżąca będzie dla ciebie łatwiejsza. Z kolei, jeśli nauczysz się relaksować siedząc, będziesz mógł robić to niemal w każdych warunkach. Zrób głęboki, ale nie wymuszony, wdech i zatrzymując oddech napnij maksymalnie mięśnie prawej nogi. Możesz bardzo silnie napierać nogą na podłogę, jakby starając się wepchnąć stopę w ziemię. Poczujesz silne napięcie. Wytrzymaj przez chwilę w tej pozycji. Wraz z wydechem zwolnij nacisk. Mięśnie automatycznie się rozluźnią. Możesz w myślach powiedzieć sobie : “Moja prawa noga jest rozluźniona.”, “Jestem odprężony.” albo po prostu: “Spokój”. Niektórym taka afirmacja pomaga, nie jest jednak konieczna.

Poszczególne części ciała napinamy i rozluźniamy w następującej kolejności : Prawa noga, lewa noga; prawa ręka (można pomóc sobie zaciskając pięść – rzecz jasna w fazie naprężania), lewa ręka; pośladki, plecy; brzuch, klatka piersiowa; kark, twarz. Mięśnie pośladków i brzucha stosunkowo łatwo napiąć, więcej kłopotu mogą sprawić mięśnie grzbietu i klatki piersiowej. W pierwszym przypadku musimy dostosować się do pozycji, którą na początku wybraliśmy. Siedząc, wpieramy plecy w oparcie; leżąc wyginamy się jakby w łuk, ściągając do siebie łopatki i odchylając głowę do tyłu. Klatkę piersiową w każdej pozycji napinamy kuląc się do przodu – zbliżając do siebie barki i pochylając głowę w przód. Oczywiście równocześnie staramy się świadomie naprężyć mięśnie – w przeciwnym wypadku skończy się na, może ciekawych, ale nieprzydatnych dla naszych celów akrobacjach. Kark rozluźniamy wpierając z całej siły głowę w oparcie fotela lub tapczan. Twarz wymaga bardziej skomplikowanych zabiegów – możemy z całej siły zacisnąć zęby, albo wykrzywić się okropnie marszcząc czoło, zaciskając powieki i otwierając szeroko usta jak przy ataku ziewania.

Nawet jeżeli w pierwszej chwili wydaje się to trudne, w rzeczywistości wystarczy trochę poeksperymentować, aby szybko znaleźć wygodny dla siebie sposób. Jeżeli raz nam się to uda, następne powtórzenia wykonamy niemal odruchowo.

Całość opiera się więc na cyklu : Wdech -napięcie, zatrzymanie, wydech – odprężenie. Dwukrotne przejście w ten sposób przez wszystkie grupy mięśniowe usuwa większość napięć. Jeden pojedynczy cykl zajmuje niewiele czasu – dziesięć wolnych oddechów czyli kilka minut.

Koncentracja na bodźcach sensorycznych

W tym wypadku nazwa jest trudniejsza od samej techniki, która polega jedynie na skupianiu uwagi na wyizolowanych sygnałach poszczególnych zmysłów – wzroku, słuchu i doznaniach kinestetycznych (czuciowych).

Siedząc lub leżąc przyglądamy się otoczeniu znajdując po jednym przedmiocie w każdej z następujących barw : białej, czarnej, żółtej, czerwonej, niebieskiej, zielonej. Znajdujemy przedmioty okrągłe i linie proste; wypukłe i wklęsłe. Bliskie i dalekie. Nie zastanawiamy się nad niczym, po prostu rejestrujemy fakt: “ To jest białe, to jest wypukłe” i tak dalej.

Zamykamy oczy i przez chwilę koncentrujemy się na dochodzących dźwiękach. Znowu niczego nie analizujemy, stwierdzamy tylko: “Tramwaj, ptaki, kroki, bicie serca, trzaski na korytarzu…”

Skupiamy uwagę na własnym ciele. Po kolei koncentrujemy się na prawej stopie, lewej stopie; prawej dłoni, lewej dłoni; prawym i lewym kolanie; prawym i lewym łokciu; równocześnie na obu biodrach; następnie barkach i czubku głowy.

Przykładowo, koncentracja uwagi na stopie polegać może na wyobrażeniu sobie jak wygląda, jak spoczywa na podłodze; stwierdzeniu, które jej części stykają się z podłożem: palce, pięta a może leży na boku. Można po prostu ją poczuć.

Na zakończenie możemy przez chwilę skupić się na oddechu. Nie należy specjalnie spowalniać go ani pogłębiać (w stanie relaksu może nawet ulec spłyceniu), wystarczy wyobrazić sobie jak powietrze wypełnia płuca, poczuć jak rozszerzają się żebra i porusza przepona, posłuchać dźwięku własnego oddechu.

Koncentracja na bodźcach sensorycznych równocześnie usuwa napięcia fizyczne i psychiczne, pogłębia zdolność skupiania uwagi, pozwala na pełniejsze odbieranie wrażeń zmysłowych, a tym samym ułatwia cieszenie się życiem. Jest więc ćwiczeniem godnym polecenia nawet w przypadku osób nie zainteresowanych zmienianiem swoich emocjonalnych odruchów.

Relaksacja psychiczna.

Kiedy już pozbyliśmy się napięć fizycznych pora wziąć się za umysł. Tym razem proponuję do wyboru trzy techniki.

Odliczanie

Mając ciągle zamknięte oczy zaczynamy odliczanie od dwudziestu do jednego, po pewnym treningu rozpoczynając od dziesięciu, a nawet pięciu. Liczymy bezmyślnie, we własnym tempie (można liczyć oddechy), nie skupiając się szczególnie na tej czynności. I to wszystko. Samo odliczanie wstecz automatycznie uspokaja myśli, ale jeżeli ktoś jest wrażliwy na bodźce wzrokowe może równocześnie “wyświetlać” sobie w wyobraźni kolejne cyfry.

Schronienie

Ta technika równocześnie wyrabia umiejętność potrzebną na dalszym etapie naszej pracy – wizualizację. Po rozluźnieniu mięśni dowolnie wybraną metodą, wyobrażamy sobie spokojne miejsce – łąkę, las, plażę, ogród. Może to być wspomnienie realnie istniejącego miejsca, możemy również stworzyć je od podstaw. Powinno być całkowicie bezpieczne (więc raczej nie dżungla), statyczne (dynamiczne wyobrażenia odruchowo spowodują napięcie mięśni czyli odwrotność tego co chcemy osiągnąć) i niezbyt ekscytujące (z tego samego powodu). Wykluczamy więc wybuchy gejzerów, walki godowe jeleni i wieloryby wyskakujące nad powierzchnię morza. Ma być ładnie, spokojnie i trochę nudno.

Wizualizacja nie musi być obrazem – niektórzy ludzie nie posiadają wyobraźni wzrokowej. Jeżeli zaliczamy się do tej kategorii, spróbujmy usłyszeć szmer strumyka, szum wiatru, śpiew ptaków. Możemy poczuć na policzkach morską bryzę, dotykać gołymi stopami chłodnej trawy. Najlepiej zaś zaangażować wszystkie trzy zmysły. Nie należy się przy tym przejmować, jeżeli nie uda nam się równocześnie widzieć, słyszeć i czuć – w świecie realnym nasza uwaga także nieustannie przeskakuje z jednej zmysłowej modalności na drugą. Stan głębokiego relaksu osiąga się po prostu pozostając przez chwilę w naszym prywatnym azylu.

Winda

Propozycja dla ambitnych, łącząca obie wcześniejsze techniki. Tym razem zaczynamy od wizualizacji. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy w jakimś zatłoczonym pomieszczeniu, np. na przyjęciu. Wychodzimy z niego “po angielsku”, opuszczając gości i wsiadamy do windy. Jej drzwi odcinają nas od gwaru i tłoku. Na wysokości oczu mamy ekran, na którym wyświetlają się numery mijanych pięter. Zjeżdżamy w dół, obserwując zmieniające się liczby. Jeśli mamy za sobą szczególnie stresujący dzień drzwi windy mogą otworzyć się na schronienie.

II. Wizualizacja i programowanie.

Po zrelaksowaniu ciała i ducha pora “załadować” do naszego wewnętrznego komputera nowy, efektywniejszy program emocjonalny. Wizualizacja, której do tego użyjemy, ma na celu tylko jedno – wywołać w nas określoną emocję, wprawić w pożądany nastrój. Jednak niewielu ludzi potrafi przeżywać na zawołanie uczucia w “stanie czystym”. Tym, co je wywołuje są obrazy, dźwięki i inne bodźce zmysłowe – zapachy, wrażenia dotykowe. Zarówno przeżywane realnie, jak i przypominane bądź wyobrażone. Ponieważ chcemy zaprogramować zdolność przeżywania na życzenie uczucia spokoju i pewności siebie, musimy przywołać lub stworzyć wyobrażenie wywołujące w nas taki stan. Aby uniezależnić się od konieczności każdorazowego osiągania stanu alfa i konstruowania wizualizacji dołączymy do niego wyzwalacz.

Całą procedurę programowania rozłożymy na kilka etapów.

Przypomnienie

Najpierw przypominamy sobie jakieś realne wydarzenie, które spontanicznie wywołało w nas uczucie spokoju i odprężenia. Przeżywamy je na nowo. Początkowo możemy oglądać je z zewnątrz, siedząc jakby przed kinowym ekranem, potem starajmy się wejść w kadr. W przypadku większości ludzi uczestniczenie w wizualizacji zwiększa jej oddziaływanie, ale, jak zwykle, i od tej reguły są wyjątki. Jeżeli więc nie potrafisz zagrać w swoim mentalnym filmie, pozostań widzem, ale widzem zaangażowanym. Ważne jest możliwie dokładne odtworzenie całego wydarzenia, łącznie z takim szczegółami jak kolor światła, struktura powierzchni stołu, przy którym siedziałeś itp.

Poświęcamy na to trochę czasu. Rozkoszujemy się spokojem i pewnością siebie, a kiedy już się nim nacieszymy, mówimy do siebie w myślach: “Jestem spokojny.”. Równocześnie wykonujemy gest, który będzie odtąd naszym wyzwalaczem – możemy zetknąć razem dwa palce, dotknąć klapy marynarki, spleść dłonie. Ważne, żeby był to naturalnie wyglądający, niekrępujący znak. Uwaga jednak na gesty, które zwyczajowo kojarzą nam się z jakimś określonym nastawieniem np. zaciśnięcie pięści skuteczniej zadziała, jeżeli naszym celem będzie stan bojowej mobilizacji.

Wzmocnienie przypomnienia

Po krótkiej przerwie, w czasie której skupiamy się na oddechu lub jakimś szczególe otoczenia, ponownie przywołujemy nasze wspomnienie. Tym razem jednak trochę je “podkręcamy”: kolory są jaskrawsze, światło jaśniejsze, zachwyt na twarzach przyjaciół wyraźniejszy, gratulacje głośniejsze i wylewniejsze. Wzmocnienie bodźców wyraźniej zapisuje to konkretne wydarzenie, sprawia, że staje się priorytetowe, jakby bardziej realne od innych. Od tej chwili nasz “komputer”, szukając wzorców reakcji, będzie brał je pod uwagę w pierwszej kolejności. Nacieszywszy się wizją tryumfu absolutnego, ponownie wykonujemy nasz kodujący gest i powtarzamy: “ Jestem spokojny.”

W zasadzie na tym etapie można poprzestać. Wystarczy tylko powtórzyć kilkunastokrotnie całą sekwencję – rozluźnienie: fizyczne i psychiczne, a następnie wizualizacja połączona z kodowaniem wyzwalacza. Aby perfekcyjnie wytworzyć nowy odruch najlepiej powtarzać całość trzy razy dziennie przez tydzień. Jeżeli komuś wydaje się to kłopotliwe niech porówna przez ile lat reagował lękiem, tremą i zdenerwowaniem na “stresujące” sytuacje. Im więcej razy powtórzymy nowy wzorzec tym wyraźniej go utrwalimy. Ponadto z każdym powtórzeniem coraz szybciej będziemy wchodzili w stan relaksacji i nasze wizualizacje będą wyraźniejsze. Po pewnym czasie wystarczy nam tylko jedna z technik odprężających – koncentracja na bodźcach sensorycznych lub samo odliczanie wstecz, a jeszcze za moment – kilka głębokich oddechów i sugestia: “Jestem spokojny”. Ćwiczenie czyni mistrza, a w tym wypadku po pewnym czasie znosi potrzebę specjalnego treningu. Do stworzenia nowej neuroasocjacji potrzeba kilkunastu powtórzeń. Opłaca się jednak co jakiś czas powtarzać zaprogramowanie. Regularne praktykowanie samej tylko pozytywnej wizualizacji połączonej ze stanem relaksu wywiera dobroczynny wpływ na całe nasze zdrowie i w pewnym momencie każdy zauważa u siebie większe wyciszenie i rozluźnienie, bez konieczności specjalnych zabiegów.

III. Kreowanie scenariusza

Jeżeli obawiamy się jakiejś określonej sytuacji, możemy wzmocnić efekt ćwiczenia poprzez wymyślenie swojego własnej wersji tego wydarzenia. W tym celu, po obu etapach przypominania i kolejnej krótkiej przerwie, “wyświetlamy” sobie w głowie film, którego jesteśmy równocześnie reżyserem, autorem scenariusza i odtwórcą głównej roli. Zapożyczamy rekwizyty i postacie z prawdziwego życia, ale tym razem zmieniamy własne zachowanie, modelując je w odpowiedni sposób. W naszej wersji jesteśmy uosobieniem przebojowości, elokwencji, odwagi, wdzięku i czego tylko zapragniemy. Osiągamy niekwestionowany sukces, ciesząc się nim kodujemy wyzwalacz, i znowu powtarzamy: “Jestem spokojny”.

Także i tym razem wskazana jest zmysłowo wzmocnione powtórzenie.

Jeżeli przygotowujemy się do konkretnego wydarzenia wskazane byłoby rozpoczęcie ćwiczeń na jakiś czas naprzód i przerwanie ich kilka dni przed “godziną zero”. W ostatnich dniach możemy jeszcze odczuwać zdenerwowanie płynące z wcześniejszych doświadczeń – to normalny objaw, który nie oznacza porażki. Jeżeli tylko przyłożyliśmy się do ćwiczeń, w kluczowym momencie nasz wyzwalacz na pewno zadziała.

IV. Zastosowanie

W razie potrzeby wykonać gest wyzwalający, powtórzyć w myślach: “Jestem spokojny” i … cieszyć się swobodą działania bez dotychczasowych psychicznych obciążeń. Nieco czasu poświęconego na opanowanie zaprezentowanej techniki zaowocuje na pewno uwolnieniem ogromnych zasobów energii, dotychczas zamrożonej w wytwarzanie i zwalczanie irracjonalnych lęków i fobii. Efekt jest taki, jakby współpracownik, dotychczas skupiony na intrygach i uprzykrzaniu życia zamienił się nagle w wartościowego partnera.

Autor: Danuta Miściukiewicz