Lęk społeczny. Pułapka autoprezentacji

Wyobraź sobie, ze przed ważną prezentacją nagle zaczynasz cały dygotać – dosłownie i w przenośni. Pilot sterujący projektorem multimedialnym wypada ze zdrętwiałych rąk, serce wali jak młotem, a zaciśnięty w supeł żołądek podchodzi do wyschniętego na wiór gardła.

Wydobywasz z siebie żałosny pisk zamiast nienagannie modulowanego głosu, a w myślach zieje czarna dziura do której powpadały wszystkie potrzebne fakty i dane. Z rosnącym przerażeniem uczestniczysz w katastrofie, która być może oznacza koniec twojej zawodowej kariery, modląc się tylko aby te tortury skończyły się jak najszybciej.

Wbrew pozorom nie jest to opis sennego koszmaru ani początek nowej powieści Stephena Kinga. Takie bolesne i niszczące doświadczenia są w sytuacji społecznej oceny udziałem aż 20 % populacji (według danych amerykańskich). Innymi słowy co piąty człowiek w wielu społecznych interakcjach przeżywa silne pobudzenie fizjologiczne wywołujące utratę kontroli nad własnym zachowaniem. I wprawdzie szczęśliwe cztery piąte społeczeństwa może bagatelizować te doświadczenia nazywając je „tremą”, czy przylepiając uogólniającą etykietkę „stresu” jednak mamy tu do czynienia z zupełnie odrębnym problemem wymagającym swoistych remediów.

Na szczęście obecnie ofiary „tremy” diagnozuje się jako cierpiące na poważną chorobę – lęk społeczny, definiowany jako lęk pojawiający się w sytuacji, kiedy świadomie lub nie obawiamy się, jak jesteśmy bądź będziemy spostrzegani i oceniani przez innych. Lęk ten wpływa na działanie naszego umysłu – normalne, funkcjonalne stany intelektualne zostają wyparte przez nasycone obawami myśli i spostrzeżenia, ciała – pocą nam się dłonie, podwyższa tętno, doświadczamy mdłości czy zawrotów głowy, a także wywiera wpływ na nasze zachowanie – zazwyczaj próbujemy unikać sytuacji lękotwórczych a jeśli już się w niej znaleźliśmy minimalizujemy nasz udział – skracamy wystąpienie, nie zabieramy głosu w dyskusji, na przyszłość staramy się wykręcić się z podobnych spotkań. Prócz tego samemu lękowi towarzyszą inne negatywne emocje jak nerwowość, napięcie, gniew, depresja, poczucie beznadziejności.

Ta krótka charakterystyka lęku społecznego, zwanego również lękiem przed oceną chyba dobrze unaocznia fakt, że tego typu doświadczenia mogą stanowić poważne zagrożenie dla każdego menadżera, niemal nieustannie podlegającego formalnym i nieformalnym ocenom i sprawdzianom. Niestety jednak, akurat ta grupa zawodowa jak żadna inna (poza może aktorami i politykami) jest szczególnie predystynowana do ulegania lękowi społecznemu, a czynnikiem zwiększonego ryzyka w tym przypadku jest podkreślanie w szkoleniu współczesnego menadżera wypracowania świadomości i kompetencji autoprezentacyjnych.

Samo w sobie nie jest to czymś nagannym, w końcu większość ludzi, spędza czas próbując wpłynąć na innych tak, aby wywołać pożądaną przez nas reakcję, zaś jedną z najważniejszych technik wywierania wpływu stanowią zachowania autoreprezentacyjne czyli polegające na manipulowaniu wrażeniem wywieranym na innych. Współczesna psychologia a także potoczna obserwacja potwierdza wszechobecność autoprezentacji i jej głęboki wpływ na zachowania interpersonalne.

Niezależnie jednak od powszechności zachowań autoprezentacyjnych menadżerowi nadal są szczególnie podatni na doświadczanie lęku społecznego, ponieważ nie tylko starają się wywrzeć na innych określone wrażenie, ale robią to intencjonalnie, świadomie zdając sobie w dodatku sprawę z ważności osiągnięcia pożądanego wrażenia. Wiedzą, jak wiele od tego zależy i dlatego mogą przeżywać dodatkowe obawy związane ze skutecznością własnych zabiegów. Lęk społeczny powstaje bowiem nie w każdej sytuacji społecznej oceny, ale wówczas gdy ludzie są zmotywowani do wywarcia pożądanego wrażenie, lecz nie są stuprocentowo pewni czy zdołają tego dokonać.

Amerykański psycholog Mark Leary ujął to w równaniu:

LS = f [ M . ( 1- p )]

Gdzie LS oznacza poziom doświadczanego lęku społecznego, M jest natężeniem motywacji autoprezentacyjnych, a p – skutecznością autoprezentacyjną czyli subiektywną pewnością co do efektywności manipulowania wrażeniem wywieranym na innych ( 1 oznacza absolutna pewność co do wywarcia zaplanowanego wrażenia, zaś 0 przekonanie o całkowitej nieskuteczności). Widać wyraźnie, że jeśli M jest równe 0 (kompletnie nie zależy nam na ocenie innych) a p równa się 1 lęk społeczny się nie pojawi. Jeśli jednak choć trochę jesteśmy zainteresowani wywarciem wrażenia na innych ( M > 0) i tli się w nas choćby odrobina wątpliwości co do naszych talentów autoprezentacyjnych ( p < 1) lęk społeczny się pojawi i będzie zwiększał sie wprost proporcjonalnie do wzrostu M i obniżania się p.

Zastanówmy się jednak – ilu ludzi naprawdę lekceważy cudzą opinię na ich temat i kto kiedyś nie poczuł ukłucia strach zastanawiając się czy udało mu się wywrzeć odpowiednie wrażenie? A zresztą czy taka hipotetyczna persona Nikt Mnie Nie Obchodzi byłaby w stanie odnieść zawodowy sukces jako menadżer zwłaszcza zarządzający zasobami ludzkimi?

Rzecz jasna oba pytania są retoryczne, a przecząca odpowiedź na nie oczywista. Bez zaangażowania niczego nie da się osiągnąć, a strach przed porażką jest niestety drugą stroną silnej motywacji. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy skazani na bezwolne poddawanie się atakom lęku społecznego tym bardziej, iż towarzyszące mu objawy całkowicie uniemożliwiają wykonanie postawionych przed nami zadań.

Przyjrzyjmy się bliżej poszczególnym składowym leku społecznego według wzoru Leary’ego. W przypadku motywacji autoprezentacyjnej (gwoli przypomnienia – im większa tym silniejszy lęk) można wyróżnić kilka czynników, które mogą wpłynąć na jej wzrost. Pierwszym z nich jest kontrola wywieranego wrażenia. W sytuacji, w której nie mamy możliwości sprawdzenia efektów naszych autoprezentacyjnych zabiegów (czy w czasie interakcji czy tez post factum) nasza motywacja autoprezentacyjna będzie zerowa. W rzeczywistości sytuacja całkowitego ignorowania opinii innych zdarza się niezwykle rzadko, zazwyczaj w sytuacjach wyjątkowego zagrożenia, w czasie przeżywania ekstremalnych emocji jak niepohamowana euforia, ekstatyczna radość, skrajne przerażenie, furia i inne odmienne stany świadomości. Ogromna większość ludzi deklarujących obojętność na efekty manipulowania wywieranym wrażeniem nie zdaje sobie sprawę, że kontrolują swoją skuteczność autoprezentacyjną na poziomie nieświadomym czyli przeduwagowym. Wystarczy jednak, że popełnią jakoś niewybaczalną gafę ściągającą na nich potępiającą uwagę otoczenia a mit obojętności natychmiast pryska.

Jednak zdecydowana większość z nas jest świadoma swojej skuteczności autoprezentacyjnej i w zależności od odbieranych sygnałów zwrotnych odczuwany przez nas lęk przed oceną rośnie lub maleje. Jakaś część naszej uwagi odrywa się od wykonywanego zadania np. wygłaszanej prelekcji i rozpoczyna monitorowanie autoprezentacyjnych działań. W postaci skrajnej wpadamy w stan koncentracji na wywieranym wrażeniu, kiedy to do tego stopnia pochłania nas koncentracja na własnym wizerunku, że przestajemy być w stanie w ogóle zawodowo funkcjonować np. nasze wystąpienie traci logiczną spójność.

Oprócz stopnia kontroli wywieranego wrażenia na wielkość motywacji, autoprezentacyjnej wpływa tzw. Samoświadomość publiczna czyli przywiązywanie nadmiernej uwagi do publicznych aspektów swego „ja” (tego czy jestem aprobowany, lubiany, ceniony, czy nie jestem outsiderem). Ludzie różnią się miedzy sobą skłonnością do koncentracji na tym aspekcie swojej tożsamości, który to stan socjoegotycznej fiksacji sprzyja, rzecz jasna, powstawaniu lęku społecznego. Stąd też jedną ze skuteczniejszych technik leczenia lęku przed oceną jest tzw. decentracja – przesuwanie uwagi z samego siebie na innych. Informacje zwrotne potrzebne do utrzymania płynności interakcji i tak otrzymujemy zazwyczaj w wystarczającej ilości na poziomie podświadomym.

Wzrost motywacji autoprezentacyjnej zależy także od postrzeganej wartości oczekiwanego rezultatu danego kontaktu – im cenniejszej nagrody lub surowszej kary będziemy się spodziewali tym większą mamy szansę na doświadczenie lęku społecznego. Dlatego też pierwsza interakcja z obcą osobą (zgodnie z powiedzeniem, ze „tylko raz robi się pierwsze wrażenie”) będzie obciążona większym ryzykiem wystąpienia objawów lękowych niż późniejsze kontakty z tym samym człowiekiem. W takiej sytuacji dodatkowo brakuje nam praktycznej wiedzy o sposobach reakcji naszego partnera na różne tricki autoprezentacyjne, tak więc poważnie nadwątlona będzie nasza skuteczność autoprezentacyjna – druga ze zmiennych wzoru Leary’ego.

Wracając do subiektywnej oceny ważności danego kontaktu podobnie niszczący wpływ na nasze samopoczucie jak w wyżej opisanym przypadku będą miały wszystkie sytuacje, kiedy jesteśmy poddani jawnej ocenie. Podobnie – kontakty z ludźmi kompetentnymi, atrakcyjnymi i o wysokiej pozycji społecznej, a także z osobami płci przeciwnej 9w społeczeństwie heteroseksualnym sukces społeczny często zależy od seksapilu).

Inną ważną cechą otoczenia wpływającą na poziom odczuwanego lęku społecznego jest liczba ludzi uczestniczących w interakcji – im większe audytorium tym gorzej dla naszego hipotetycznego nieśmiałego (z dwojga złego lepiej jest wywrzeć złe wrażenie na dwóch osobach niż na pięćdziesięciu). Badania wykazały, że jąkanie się (pospolity objaw strachu i zakłopotania) znacząco wzrasta wraz ze zwiększeniem się liczby obserwatorów.

Podatność na lęk społeczny zależy również od stopnia, w jakim w grę autoprezentacyjną zaangażowaliśmy swój wizerunek, tą część ego, z którą szczególnie się utożsamiamy. Im więcej w naszej autoprezentacji naszego prawdziwego „ja”, tym bardziej zależy nam na wywarciu dokładnie zamierzonego wrażenia. Sytuacja jeszcze się pogarsza jeśli należymy do osób o tzw. tożsamości społecznej (budujemy swoje „ja” na relacjach z innymi, uczestnictwie w życiu społecznym, cudzych opiniach). W lepszej sytuacji znajdują się osoby o tożsamości osobistej – budowanej na niepowtarzalnych cechach indywidualnych.

Dla osób o tożsamości społecznej lęk społeczny jest szczególnie niszczący, w skrajnych przypadkach prowadzi bowiem do dysafiliacji – ekstremalnego wycofywania się z kontaktów społecznych, które przecież budują tożsamość takich osób. Może to poważnie zaburzyć całą osobowość danej osoby, wykracza więc już poza ryzyko zawodowego niespełnienia a dotyka problemów rzeczywistego przetrwania w najbardziej podstawowym sensie tego słowa.

Przechodząc teraz do drugiego z czynników wpływających na wystąpienie i natężenie lęku społecznego – do skuteczności autoprezentacyjnej, która zdefiniowaliśmy jako subiektywną ocenę naszej zdolności do narzucania innym pożądanego przez nas wrażenia, należy zaznaczyć, iż w pewnym stopniu ta „subiektywna” ocena zależy jednak od obiektywnych zdolności interpersonalnych – umiejętności komunikacyjnych, asertywności, wiedzy na temat kodów zachowania w danej grupie itp. Wysoka subiektywna samoocena skorelowana z niskim poziomem umiejętności interpersonalnych dobre efekty przynosi tylko w dziełach fikcji typu „Kariera Nikodema Dyzmy”, w prawdziwym życiu zazwyczaj prowadzi do towarzyskiej i zawodowej katastrofy. Oczywiście przy istniejących rzeczywistych kompetencjach interpersonalnych zaniżona samoocena nie pozwoli wykorzystać danej osobie wszystkich posiadanych atutów i prawdopodobnie wywoła atak lęku społecznego.

Skuteczność autoprezentacyjna zależy również od obiektywnych cech danej interakcji ocenianych pod kątem tzw. obciążenia interpersonalnego. Termin ten określa jak wiele wysiłku uwagi i świadomych myśli uczestnicy danej interakcji muszą zaangażować aby wywrzeć na innych założone wrażenie. Oczywiście im większe obciążenie interpersonalne tym większe ryzyko wystąpienia lęku społecznego. Wysokim obciążeniem interpersonalnych charakteryzują się sytuacje niepewne, nowe i, jak już wspomnieliśmy, nowe – zarówno jeśli chodzi o kontakt z nowym partnerem interakcji, jak i wejścia w nową rolę społeczną czy zawodową. W wszystkich tych przypadkach brak nam pewnych i sprawdzonych informacji co do tego, jakie bodźce wywrą pożądany efekt na pozostałych uczestnikach interakcji. Poziom niepewności jest też wysoki w sytuacjach dwuznacznych (np. kiedy nie wiadomo czy to już spotkanie w interesach czy już randka) lub takich, w których nasi partnerzy łamią przyjęte konwencje i reguły postępowania lub tez wysyłają nam sprzeczne sygnały.

Dość dokładnie przyjrzeliśmy się czynnikom wywołującym lek społeczny, znamy jego podstawowe objawy, ciągle jednak otwartym pozostaje pytanie jak sobie z nim radzić. Najlepiej, oczywiście udać się ze swym problemem do dobrego terapeuty. Jeśli jednak to rozwiązanie jest niedostępne można spróbować pewnych form autoterapii. Wspomnieliśmy już o decentracji – przeniesienia uwagi obsesyjnie skupionej na samym sobie i wywieranym wrażeniu na wszystko oprócz osoby owładniętej lękiem społecznej. Pomagają w tym sugestie „postaraj się dowiedzieć jak najwięcej o swoim partnerze”, „skup się całkowicie na wykonywanym zadaniu”. Można też tuż przed wystąpieniem policzyć bardzo dokładnie liczbę zapiętych guzików w marynarce piątego słuchacza od lewej w drugim rzędzie czy wykonać inne ćwiczenie decentrujące.

W przypadku nowych interakcji możemy „odrobić zadanie domowe” zawczasu zbierając informację o osobie, z którą przyjdzie nam się spotkać lub ćwicząc wielokrotnie „na sucho” wystąpienie w nowej dla siebie roli. Przy braku wystarczających umiejętności interpersonalnych kilka kursów z bogatej oferty terapeutyczno-konsultacyjnej powinno uzupełnić braki, a niską samooceną podniosą ćwiczenia zalecane w licznych podręcznikach typu ‚uwierz w siebie” i „obudź w sobie giganta”. Opłaca się zainwestować także w dobry kurs relaksacji zwłaszcza wyzwalanej bodźcem bezwarunkowym np. słowem „spokój”.

Doraźnie pomocna może być także farmakoterapia – koniecznie pod kontrolą specjalisty. Także pogłębianie wiedzy o przyczynach powstawania i mechanizmach powstawania leku społecznego ułatwia uzyskanie dystansu wobec tej dolegliwości a także wypracowanie własnych, unikalnych technik radzenia sobie w sytuacjach podlegania społecznej ocenie. Na pewno jednak nikt nie musi bezradnie i w samotności znosić tortur lęku społecznego. Co więcej, chociażby w trosce o podniesienie swojej zawodowej skuteczności walka z lękiem przed oceną powinna być wręcz obowiązkiem każdego odpowiedzialnego profesjonalisty.